|
Składujemy je na balkonach, znajdujemy przy śmietnikach. Kiedy uzbiera się tyle, że przeszkadzają, myjemy je i pakujemy do wielkich plecaków. Jesteśmy butelkowymi turystami. W skupie butelek zawsze ustawia się kolejka. Nie tylko my mamy nosa do tego interesu. Tomek przelicza dobra, jakie może za nie kupić: - Kino jest za pięć dużych butelek pepsi, albo siedem wódki albo dziesięć mleka, albo dwanaście po śmietanie. Paczka słodkich kamyczków za dwie po wódce. Kolorowa gazeta, bagatela, dwie butelki po mleku! Te, których wymiany nie honorują albo mają śmiesznie małą wartość, zostają do odstrzału. Z niepotrzebnymi butelkami wybieramy się za miasto, w okolice działek. Ustawiamy je w rządku i zbieramy kamienie. Stajemy daleko od celów i rzucamy w nie z całej siły. Brzęk stłuczonej butelki daje satysfakcję. Kiedy kaucja straci wartość rynkową, przez bardzo długi czas zostaniemy na bezdrożach. Będziemy wysyłani na nowe i nowe. Wysyłać nas będą starzy absolwenci zawodówek, jako sprzedawców ubezpieczeń od rozbitego szkła. Gdziekolwiek się udamy, natrafimy na bezdroża. Zostaniemy opiekunami bezdroży, historykami bezdroży, właścicielami i handlowcami bezdroży. Samych bezdroży. Przyjechał cyrk. Na ziemnym placu między punktowcami rozłożono wielki namiot. Pod nim postawili wesołe miasteczko. Dzięki sprzedaży butelek mamy wolne środki, żeby je w miasteczku ulokować. Już w klatkach spaceruje tygrys, jest nawet słoń. Zwierzęta ciągle stanowią atrakcję, chociaż przecież miasto zawsze się od nich uginało. Pod bloki podchodzą stada krów. Oswojone psy wymijają się z chomikami. Kłują nas komary, chodzą po nas mrówki. Nad naszymi głowami latają stada kaczek. Pod nami poruszają się muchy i żuki. Biegną do zdechłego szczura, przejechanego kota. Przyczepy zostały rozstawione w szyku pod namiotem. Natychmiast zbiera się zaciekawiony tłum. Cyrkowcy i ludzie z wesołego miasteczka budzą w nas zazdrość. Przeczuwamy, że kryją jakieś tajemnice. Dziwi nas tylko, że są tacy leniwi i obojętni. A przecież ciągle przebywają w podróży, nieprzywiązani do żadnego miejsca, w przeciwieństwie do nas. Widzą tyle atrakcyjnych miejsc, w przeciwieństwie do nas. I zawsze mogą je opuścić, w przeciwieństwie do nas. Są mistrzami w przyjeżdżaniu i odjeżdżaniu. Nie wiemy, że tak naprawdę mają z nami dużo wspólnego – oni również zostali skazani na bezdroża, tylko że wykonują karę już teraz. Otwarli strzelnicę. Coś prawdziwego. Coś na żywo. Po pełnym niecierpliwości wyczekiwaniu nadchodzi moja kolej. Prawdziwa strzelba, naprawdę mogę ją potrzymać. Facet ze skwaszoną miną podaje broń skrzętnie chowając należność. Naprawdę mogę strzelić! I spudłować. Chcę jeszcze raz, choć napiera kolejka. Facet ładuje beznamiętnie strzelbę i ze znaną skrupulatnością chowa do kieszeni butelkowe. Mam już plan. Swobodnie, kowbojsko celuję w sam środek wielkiego czerwonego lizaka. Bam! Rozpryskuje się na wszystkie strony. To lepsze niż rzucanie kamieniami w butelki. Mam piękne poczucie niszczycielskiej siły. - Cholera – cedzi szef przyczepy – nie wiesz, że celuje się w patyk? Szybko opuszczamy strzelnicę. - Dlaczego rozwaliłeś tego lizaka? – pyta Tomek. - Nie miałem ochoty na lizaka. Miałem ochotę na stłuczenie lizaka. W następnej przyczepie znajduje się salon gier telewizyjnych. Jest wypełniona po brzegi. Mijamy klatkę słonia i tygrysa, żeby upłynnić resztę butelek. Tracimy fortunę na żetony. Pobiera je grubas na zapleczu ubrany w czarną skórę. Rozmienia wszystkim pieniądze, za co jesteśmy mu szczerze wdzięczni. Większość ludzi wydaje tu wszystko, co posiada. Lubimy Star Wars. Tak nazywa się gra, w której żółta kreska strzela kropkami w inne kreski, nadlatujące z góry ekranu. - Ile zostało ci kredytów? - Jeden. Nie, dwa! Zarobiłem nowy. Denerwuję się niepewny, kiedy będę mógł pograć. Kolejka jest bardzo długa. Do gry stoi się co najmniej 15 minut. - Ile to ma faz? Lubimy też karate. Kwadracik z czterema kreseczkami i małym kółeczkiem u góry skacze na inny kwadracik. Żeby wygrać trzeba mocno uderzać w przyciski. To, co dzieje się na monitorze można różnie interpretować. Wątpliwości rozwiewają dopiero napisy: „AAA won” i „Game Over”. Nie przypuszczamy, że za parę lat prawie każdy będzie mógł w domu strzelać z trójwymiarowego pistoletu w trójwymiarowego człowieka, który będzie supernaturalnie i spektakularnie spadał krzycząc do trójwymiarowej rzeki wywołując efektowny supernaturalny plusk rozlegający się z pięciu głośników. Będzie można ciągnąć po skałach trójwymiarowe ciało i zrzucić je dla frajdy jeszcze raz, zaspokajając wiele ambicji. I budząc jeszcze więcej. Teraz jednak mamy po dwanaście lat: żyjemy wśród prostych przedmiotów, nie przeczuwając wirtualnego świata. Wracamy zmęczeni do domów bez grosza, z pustymi plecakami. |