WINDA

 

Jest trzecia po południu, 23 marca 1988 roku, pięć i pół roku przed świadomością uderzenia. Większość mieszkańców znajduje się teraz poza swoimi domami. Opuszczone mieszkania przyjmują na tapety słoneczne światło w prostokątnym kształcie okien, pasków żaluzji, siatki firanek.

Winda stoi na parterze. Milczy i odlicza minuty, jakby czekała na lepsze czasy. Odpoczywa po porannym chodzie, przed popołudniem. Teraz chodzą windy kopalniane, ale to dzieje się gdzie indziej. Tu natomiast stoi jedyna w swoim rodzaju winda. Wyjątkowa, bo należąca do mojego bloku. Kiedy chcę spotkać się z kolegami, jadę w górę albo w dół. Nasi przodkowie odwiedzali się pokonując odległości w poziomie, my mamy krótki dystans w pionie.

 

Winda w środku posiada interesujące guziki. Najbardziej atrakcyjnymi są dolny i górny. Dolny dla mnie najsilniej. Jest bardziej tajemniczy. Jedenaste piętro nie, mieszka na nim mały Krzysiu. Jeździłem tam wielokrotnie i przyzwyczaiłem się do wysokości. Dolny jest dziwny, bo zjeżdża do piwnicy albo nawet niżej. Jak to niżej? Do kopalni? Bardzo możliwe. A może jeszcze niżej, do piekła? Nie można się przekonać, bo przycisk nie działa.

Wewnątrz jest pomalowana. Pisaki i długopisy idą w ruch dzięki młodym twórcom, pragnącym wyrazić swoją miłość albo nienawiść. Guziki są popalone przez eksperymentatorów, którzy dotąd nie wierzyli, że jest możliwe tak wyraźnie oddziaływać na świat, albo tych, którzy już wcześniej dotknęli grubego plastiku zapalniczkami, dotknęli i uwierzyli, i nie potrafią już przestać wpływać.

Padają również przypuszczenia, że przyciski stopiły się pod wpływem nieznanych, mrocznych sił – tych samych, które powodują awarie. Bo winda pochłania ofiary. Zostawia po sobie obcięte głowy, ręce. Ludzie są zabijani przez szyb, przez spód jej podłogi, wierzch sufitu.

Zdarza się, że psuje się blokada windy na piętrach – po otwarciu drzwi widać wtedy ciemną przepaść. Czy możliwe jest wpaść tam? Czy to możliwe, że można tak głupio umrzeć? Jeżeli to byłoby możliwe, to znaczy, że kościół kłamie, a cała nasza wiara jest błędem. Więc to niemożliwe.

 

Kabina windy to pomieszczenie o szczególnym znaczeniu. Wiemy przecież, że istnieją różne klasy pomieszczeń. Te przestrzenne, do których wpada swobodnie dużo światła, z wielkim biurkiem pośrodku, albo ołtarzem, budzą respekt. Kabina windy jest w odróżnieniu od nich pomieszczeniem klasy wnętrza autobusu. Podobieństwa: ruchome zamknięcie, patrzenie przed siebie, a nigdy na siebie, odczekiwanie – tak jak w kolejce do urzędu. To wyjęty czas z życia, momenty nie zaliczane do wizerunku, nie wspominane w biografiach; gorsze niż sen, bo niespokojne, czujne.

Kto dziś nie zastanawia się nad tym odwiecznym pytaniem: czym jest winda? Czy tylko pudełkiem poruszającym się w dół i w górę? Czy wszystkimi drzwiami na piętrach? Chyba najbliżej są ci, którzy twierdzą, że istotą windy jest szyb, jej część nieznana. Kto się tam dostał, dostąpił wyższego stanu świadomości.

Kiedy jadę sam, towarzyszą mi straszydła, związane z tajemnicą drugich drzwi i tajemnicą szybu. Tajemnica drugich drzwi jest zagadką dotyczącą zawsze zamkniętych drzwi w głębi windy. Drzwi są zamknięte za pomocą wielkiej kłódki. My, dzieci z bloku, wyobrażamy sobie, że w zamierzchłych czasach zamknięto tam złe duchy, odprawiono mszę i uwięziono je za pomocą zaklęć. Reszta złych duchów tkwi w ciemnym szybie, inne zaś baraszkują w piwnicach, blisko kopalni i piekła. Szyb, piwnice, jak i cały blok są dla nas wieczne. Myślimy, że stoją tu od zawsze i na zawsze, że blok powstał wraz z powstaniem świata, był świadkiem toczonych wojen, narodzin i upadków imperiów.

Zakładamy się czasami, kto się odważy przejechać windą bez światła. To jest wyzwanie na miarę odwiedzin cmentarza nocą. Wtedy ożywają duchy i może stać się wszystko. W ciemnej windzie słychać skrzypienie lin, ruch trybów. Słychać własny oddech i osiadanie bloku. Nad głową czai się upiór pękniętej żarówki.

 

Teraz winda stoi na parterze. Ludzie mieszkający na tej kondygnacji mogą czuć się jak w domku jednorodzinnym, całkowicie ignorować te dziesięć pięter wiszących nad ich głowami, ponad sto osób bezpośrednio nad ich stołem kuchennym i wanną. Nie obchodzi ich awaria urządzenia.

Na parterze stoi z reguły najwięcej ludzi. Stąd skrzynka jedzie w górę, mijając pierwsze piętro, gdzie znajduje się mieszkanie moich rodziców. Pierwsze piętro nie jest najszczęśliwsze - kilka metrów nad poziomem morza to za nisko, żeby rozwinąć skrzydła.

Na drugim mieszka Artur. Jego tato jechał raz rowerem. Kiedy znalazł się już poza granicą miasta, na terenie wyludnionych działek, dwóch gości zepchnęło go do rowu, pobiło i okradło. Zabrali mu rower i uciekli. Tato Artura otrzepał się i poszedł spokojnie na swoją działkę po cebulę.

Sam Artur cechuje się tym, że schodzi zwykle ze schodów ostrożnie i delikatnie. Cicho, po jednym schodku.

 

Na trzecim znajduje się mieszkanie rodziny Soni, tej, która na mieście wysyła uśmiechy strapionym pasażerom autobusu, chorym i żebrakom. Jest córką taksówkarza. W kościele modli się za szczęście ludzkości. Wraca do domu, gdzie czeka na nią obieranie ziemniaków na obiad dla rodzeństwa, sprzątanie i spanie w jednym pokoju z braćmi.

U Soni zaczęła się wielka pasja: zajmuje się rybkami w akwarium. Akwarium dostała od ojca, który zdobył go od kolegi, który pracował w hucie szkła i miał kontakty z pracownikami fabryk kleju. Akwarium było najważniejszą i najtrudniejszą zdobyczą, z rybkami poszło już łatwiej. W dwóch sklepach zoologicznych, które powstały niedawno w mieście, można kupić do woli mieczyków, gupików i glonojadów. Co trzy dni dostarczany jest żywy pokarm, suchy można nabyć codziennie.

Jej sposobu chodzenia po schodach nie da się skodyfikować. Raz szaleje i wbiega po nich jak struś pędziwiatr, innym razem stąpa powoli, ciężko, jakby ciężar życia przybrał rzeczywistą wagę.

 

Jeden spokojny, samotny pan z czwartego wypowiada do nas czasami krótkie zdania.

- Jak leci, kto wygrywa? – pyta przy boisku, na którym gramy mecz.

Zawsze ma na głowie wyszukany kapelusz, a na nogach kowbojki. Dlatego nazwaliśmy go Kowboj. Przechadza się po osiedlu, jakby poza czasem.

Schodzi po schodach szybko i swobodnie. W tej chwili nie ma go w domu. Ścienny zegar kupiony trzynaście lat temu w Niemczech tyka więc bezużytecznie.

 

Na piątym piętrze korytarz kończy się oknem z firanką, pod którą siedzi mała, zamyślona dziewczynka. Nikt nie ośmiela się jej przeszkadzać. Winda przejeżdżając obok zwalnia i cichnie. Ona zdaje się siedzieć już całe wieki – tam, pod firanką. Jak pustelniczce podają jej zupę i poduszkę, a jej kwitną myśli, rosną piersi. Któregoś dnia dziewczynka wstanie, obetnie włosy i wyjdzie z bloku. Będzie szła prosto, nie zatrzymując się. Wyjdzie za miasto, a niedługo potem zniknie za horyzontem.

 

Szóste zajmuje fan Pink Floyd, producent jednej gitary. Teraz czyta „Tytusa, Romka i A’tomka” uśmiechając się pod nosem.

 

Na siódmym mieszka sympatyczna pieniaczka. Z chodnika pod blokiem z ledwością można nieraz dostrzec tą skaczącą główkę na balkonie, ale jej krzyki słychać nad wyraz dobrze.

- Marzena! Marzena! Gdzie jest Leszek?!

Marzena to jej najstarsza córka, a Leszek najmłodszy synek, o którego siostra musi się troszczyć, co uważa za straszliwego pecha, bo Leszek gubi się bez przerwy.

 

Mieczysław z ósmego, jak prawie każdy inwalida ma wyostrzone wszystkie zmysły poza tymi, których nie posiada w ogóle. Jest mądrzejszy, to znaczy zna swoje ograniczenia. Wie przed resztą, że do pewnych rzeczy nie ma powrotu, a od innych nie ma odwrotu. Bardziej szanuje życie.

Teraz czyta jakieś archiwalne magazyny filozoficzne, kupione niedawno w jednym z wrocławskich antykwariatów. Lubi czytać, lubi też pisać.

Podobny do niego Marcin, starszy ode mnie o siedem lat, który zacznie niedługo swoją odyseję studiowania, to znaczy dostawania się na różne kierunki i porzucania ich po jakimś czasie, mieszka też na ósmym parę bloków stąd. Kiedy już wróci z powrotem bez żadnego dyplomu, chwytając się dorywczych prac, a my będziemy już w liceum, zostanie naszym mentorem i kimś w rodzaju chłopaka Basi.

 

Dziewiąte. Ewelina, która niedługo dowie się od dziadka, że rodzice nie chcieli, żeby się urodziła. Teraz ogląda na Dwójce program rolniczy i podjada michałki. Po filmie przebiegnie się schodami na parter i z powrotem mając nadzieję, że spali nadmiar cukrów i tłuszczy nabytych tak niewinnie.

 

Na dziesiątym mieszka Marek, chłopak z ambicjami. Chce zostać malarzem. W szafie ma głęboko pod ciuchami schowane dwa numery „Playboya” z 86, które odkupił za ciężkie pieniądze od Witka, który mieszka w innym bloku na czwartym.

Na innym osiedlu, ale na tym samym piętrze mieszka Tomek. Nie lubi wind, ale nie ma wyjścia. Tomek jest dziesięciolatkiem, który chodzi do mojej klasy. Z czasem stanie się moim wielkim przyjacielem.

Wreszcie na jedenastym piętrze, skąd roztacza się wspaniały widok na inne bloki tej części miasta, mieszkać jest najlepiej. Stąd samochody wydają się resorakami, a ludzie małymi, ruchomymi kropkami na mapie. Mieszka tam, oprócz Krzysia, samotna nauczycielka matematyki. Ceni sobie zalety wysokości, ale musi znosić wadę sytuacji polegającą na tym, że zdarzają się awarie windy, zmuszające do pokonania wszystkich pięter pieszo. Co prawda ma szansę zastać czynną drugą windę, bo blok ma dwie windy: centralną i boczną, na korytarzu. Ale po ’89 w gorączce prywatyzowania przestrzeni ludzie pozamykają korytarze uznając je za swoje. Zablokują drzwi mniejszej windy na osobistych fragmentach pięter. Tak zrobią wszyscy w pionie bocznej windy, wyłączając ją praktycznie z użycia. Nauczycielka będzie zatem musiała czasami po dniu pracy iść po schodach na samą górę. Chodzi wolno i spokojnie, bez skarg, jakby widziała już wcześniej wszystkie niesprawiedliwości świata.

W suszarni pod samym dachem wiszą świeżo uprane prześcieradła oraz zapomniane ręczniki.

 

Winda wyjeżdża dalej ponad dach, wznosi się na tle chmur, powoli i majestatycznie. Oddala się ponad osiągi balonów, skąd można obserwować urbanistykę w całej okazałości: zamierzenia prowincjonalnych władców i zdradzieckich architektów. Zdobywa wysokość samolotów, statków kosmicznych, wreszcie wchodzi w inny wymiar, zawożąc zasłużonych do raju.